Dramat zwany : “rozliczenia cit”.
Kiedy otwierałem firmę to jakoś nie pomyślałam o całej tej biurokracji, którą będę musiała prowadzić. Na bazie ogólnego podniecenia dofinansowaniami z UE zagarnęłam co moje, złożywszy odpowiedni wniosek, otworzyłam firmę i rozpoczęłam urzeczywistniać swoje plany.
A potem wyszły nagle rozliczenia cit i bilanse do zrobienia. Oraz rewident, który zrobił kontrolę i zauważył pewne małe nieprawidłowości. Nie jakieś przekręty, tylko nieprawidłowo prowadzona księgowość, która może sprawiać wrażenie, jakbym próbowała kombinować.
I tak zostałam zmuszona by zatrudnić księgową. Znalezienie odpowiedniej pani nie było łatwe, ponieważ z moim roztrzepaniem potrzebna była taka, która twardo będzie stąpać po gruncie i sprowadzać mnie do parteru.
Myślałam, że każda pani po księgowości jest taka, no ale się myliłam. Po długich polowaniach darowałam sobie wreszcie osoby młode i zapraszałam na rozmowy takie o sporym CV. Obecna księgowa jest w wieku mojej matki i ogólnie jest dziwnie. No bo jak ja z moją trzydziestką na karku mam rozporządzać osobą tyle starszą ode mnie?
Pozytywem jest to, że opieka ta poszła w drugą stronę i obecnie, jak chcę coś zrobić, to księgowa ściąga mnie z chmur ku trzeźwej stronie życia
Comments are closed.